czwartek, 18 września 2014

Długo wyczekiwane spotkanie

Na tatrzański Giewont wybrałem się głównie z myślą o spotkaniu niedźwiedzia brunatnego, którego już wielokrotnie bezskutecznie wypatrywałem podczas górskich wędrówek. Do spotkania z nim przygotowywałem się dość długo... Prześledziłem wcześniej różne mapy z zaznaczonymi miejscami, skąd docierał sygnał nadajnika założonego niedźwiedziowi, przeszukałem wszelakie fora przyrodnicze oraz inne źródła informacji o miejscach, gdzie turyści najczęściej trafiali na ślady niedźwiedzia. Odpowiednio dobrałem więc miejsce i czas, który w przypadku zwierząt również nie jest bez znaczenia. 

Późne lato jest też czasem, kiedy zwierzęta te są bardzo aktywne i mniej płochliwe niż w zwykle, gdyż przed zimowym snem musza nabrać masy i zgromadzić wystarczającą do przetrwania ilość tłuszczu. Stąd też zwłaszcza wczesnym rankiem dosyć łatwo jest wypatrzeć niedźwiedzie żerujące na górskich stokach. Po wielu nieudanych próbach w końcu i mi się udało!

Zanim jednak spotkałem niedźwiedzia, który szukał pokarmu na stoku Kopy Kondrackiej, natrafiłem na kilka świeżych śladów jego obecności. Oto jeden z nich ;)

Trzeba przyznać, że niedźwiedź brunatny jest potężnym zwierzęciem. Mimo, że widziałem go z odległości 200 metrów, to już można czułem przed nim respekt. Dorosłe osobniki ważą do 800 kilogramów i mierzą w pozycji wyprostowanej nawet 3 metry. Mimo znacznych rozmiarów nie jest to bezwzględny drapieżnik jak lwy czy tygrysy. Choć poluje na zwierzynę leśną, to żywi się także nasionami, grzybami, ślimakami, jajami ptaków, miodem, borówkami, dżdżownicami czy rybami. Niedźwiedzie brunatne są samotnikami, a w pary dopierają się tylko na czas godów.


piątek, 5 września 2014

Babiogórskie wschody słońca

Każdy z nas ma takie swoje miejsca, do których zawsze lubi wracać. Dla mnie jednym z tych miejsc Babia Góra (1725 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego i w ogóle całych polskich Beskidów.

Babia Góra w szczególny sposób wiążę się z moimi początkami przyrodniczymi oraz zaczątkiem górskich wędrówek. To pierwsza zdobyta przeze mnie góra mająca ponad 1000 metrów wysokości, a także miejsce gdzie wraz z wujkiem ornitologiem spotkałem wiele niebanalnych gatunków ptaków jak siwerniak, białorzytka, płochacz halny. Tu pierwszy raz, na Perci Akademików, miałem okazję wspinać się na szczyt po łańcuchach. Babią szczególnie uwielbiam za piękne wschody słońca, co z resztą widać na załączonym zdjęciu.

Wspominając ów majowy długi weekend, kiedy rozpoczęła się moja przygoda z przyrodą, trzeba powiedzieć też o wyprawie na Babią Górę. To tutaj dowidziałem się jak wygląda żywiec gruczołowaty czy szczawik zajęczy.

Dziś miałem pierwszy raz okazję wabić sóweczkę za pomocą gwizdów. Choć ptaka nie spotkałem, to widząc spore poruszenie wśród małych ptaków można było wywnioskować, że sóweczka jest tu stałym bywalcem. Może następnym razem... ;)





czwartek, 4 września 2014

Wakacje 2014

Tegoroczne wakacje były dla mnie, nadal są, bo to przecież jeszcze miesiąc, czasem spędzonym bardzo aktywnie. Przez dwa tygodnie lipca miałem okazję poznawać piękno Beskidu Niskiego jako wolontariusz w Magurskim Parku Narodowym. Po powrocie z jednego z najdzikszych zakątków naszego kraju uczestniczyłem w obrączkowaniu łabędzi krzykliwych. W sierpniu wybrałem się na Akcję Carpatica, podczas której mogłem z bliska przyjrzeć się pracy ornitologów obrączkujących ptaki i zajmujących się badaniem tras migracji. Przebywałem też przez 5 dni na wolontariacie w Tatrzańskim Parku Narodowym, gdzie łapiąc gryzonie, pomagałem znajomemu w badaniach do pracy doktoranckiej.

Każda chwila spędzona w terenie jest dla mnie na wagę złota. Cieszę się, że mogłem nabrać doświadczeń w pracy przyrodniczej, ale też z wartościowych ludzi, których poznałem podczas inicjatyw. Oby więcej takich chwil i takich ludzi!

Na zdjęciu orlik krzykliwy Aquila pomarina.

Przełomowe chwile

21-letni chłopak dość z przypadku trafił na studia ochrony środowiska. Wcześniej z przyrodą nie łączyło go zbyt wiele. Kochał sport, a jego największą pasją była piłka nożna. W długi weekend majowy 2013 roku wszystko się jednak zmieniło. Młodzieniec miał na studia przygotować projekt ścieżki przyrodniczo-edukacyjnej, a że jego "przyszywanym" wujkiem był ornitolog, wybrali się na wycieczkę wzdłuż rzeki Skawy by obserwować lokalną awifaunę i zebrać materiały do pracy. Ptaków zbyt wiele na swojej drodze nie spotkali i nieco zawiedzeni wracali już do domu gdy... Wujek zobaczył dosyć duże poruszenie na stawach, które mijali jadąc samochodem. Zatrzymali się i nad rudzkimi stawami spędzili następne kilka godzin widząc m.in. cyraneczki, perkoza rdzawoszyjego, czaplę purpurową... Jak się później okazało, te godziny w życiu młodego studenta były przełomowe.

Chłopak złapał bakcyla. Zaczął w teren z lornetką, obserwować, czytać. Po dwóch miesiącach kupił aparat by dokumentować swoje obserwacje. W zimie uczestniczył w pierwszych przyrodniczych eventach. Wciągało go to coraz bardziej i bardziej... Nowa pasja zaczęła wypierać z jego życia futbol i otwierać oczy na świat, który zawsze był tak blisko, a którego do tej pory nie dostrzegał.

Tak rozpoczęła się moja przygoda z przyrodą, którą z każdym dniem kocham coraz bardziej i bez której nie wyobrażam sobie już teraz życia. Zapraszam do śledzenia mojego bloga.

Na zdjęciu młody łabędź krzykliwy Cygnus cygnus.