![]() |
| Torfowisko o poranku |
Sobota, godzina piąta nad ranem. Bezchmurne niebo, pokryte niesamowitym gwiezdnym dywanem. Ze wschodu, lekko zaczyna się przejaśniać. Wysiadam z samochodu w Chyżnem, kilkadziesiąt metrów od ostatnich budynków, idę w stronę lasu. Mimo wcześniejszych tylko trzech godzin snu i ponad godziny jazdy, w ogóle nie chce mi się spać. To chyba emocje...
Przygotowując się do monitorowania cietrzewi czytałem, że ptaki te zaczynają tokować niecałą godzinę przed wschodem. Idąc przez las słucham uważnie każdego szumu. A to jakiś gryzoń przebiegł, a to rudzik szykował się do porannego koncertu. Nasłuchuję cietrzewi, nasłuchuję też skowronków, bo to ponoć one dają sygnał do rozpoczęcia tokowiska. Cisza.
Do wschodu pozostała niecała godzina. Jest już coraz jaśniej, gwiazdy chowają się, powoli ustępując miejsca tej najbliższej ziemi - Słońcu. Zajmuję miejsce za kępą turzycy i czekam. Za plecami przebiega mi kuna, ja zaś niemal nieruchomy, wpatruję się lornetką w otwartą przestrzeń próbując dostrzec jakikolwiek ruch. Bezskutecznie. Minuty mijają, a tu dalej cisza. Po kilkunastu minutach oczekiwania powoli zmieniam pozycję. Wychodzę z lasu na otwartą przestrzeń i właśnie ogarnia mnie wielkie zdumienie. Otóż, żeby znaleźć się w kolejnym miejscu obserwacji, muszę pokonać fragment torfowiska. Uważnie stawiam kolejne kroki po kępach turzyc, które są gwarantem zachowania suchych butów. Jak się okazuje - nie wszystkie. Część turzyc to pułapki, dzięki czemu moje nogi aż po kolana mogą się skąpać w torfie. Jak niebezpieczna dla życia jest to kąpiel, przekonało się już wielu, którzy w torfowiskach skąpali się na wieki...
Nasłuchuję na kolejnym punkcie, ale nadal nic. Tylko kozioł sarny nieopodal szczekając wyraża swoje zaniepokojenie. Głos rozchodzi się po całej okolicy. Idę dalej. Bębnią już dzięcioły, ptaki licytują się w swoich pieśniach, który głośniej, który ładniej. Tylko cietrzewi brak. Nagle, słyszę znany mi z nagrań "Jaki to ptak?" głos. Czuszykanie. Czyżby zaczęły się gody cietrzewi? Powoli podchodzę bliżej, serce wali mi jak młot pneumatyczny tak, że chyba w całej okolicy nie ma niczego głośniejszego. Tu jednak okazuje się, że rzekomy głos wydaje sójka, która w prima aprilis postanowiła zrobić mi niezły żart. Tak jak i chwilę później - udając jastrzębia.
Przechodząc dalej mijam łany bagna zwyczajnego. Mówią, że roślina ta jest niezłym dopalaczem, a przechodząc pomiędzy bagnami można poczuć wielkie odprężenie. Mi tam zapach skojarzył się z cytryną, nie czułem żadnych efektów ubocznych. Chwilę po godzinie ósmej wracam pod samochód. Wychodząc z lasu obserwuję skowronki, przeglądam też niebo w poszukiwaniu ptaków drapieżnych. Również bezskutecznie.
Choć tokujących cietrzewi nie spotkałem, to jednak uczestnictwo w perfekcyjnie zorganizowanej akcji, podczas której wszystkim obserwatorom udało się zliczyć około 30 ptaków i wrażenia z wędrowania po grząskim podłożu torfowiska zostaną w mojej pamięci na długo. Może następnym razem i mi się poszczęści? Mam wielką ochotę sprawdzić to już niebawem... :)
![]() |
| Płonnik pospolity - niczym las z lotu ptaka |
![]() |
| Turzyca tunikowa - były w kolorach siwych i złotawych |
![]() |
| Bagno zwyczajne |
PS. Kolejne liczenie jeszcze w kwietniu. Trzymajcie kciuki!



